magnolia

czwartek, 31.07.2008 :: 22:42

Jak zwykle hurtowo, bo jakże by inaczej. Drżyjcie właściciele modemów. W pierwszej kolejności prezent od koleżanek z pracy, który sprawiły mi zaraz po powrocie z urlopu. Wspaniały guziol z masy solnej, który ma odpędzić moją fobię ( od guzików, i chyba różowego i złotego ;D ).



A teraz troszkę o szastaniu kasą. Części zakupów nie pokazuję, żeby się nie załamać ile wydałam w ostatnim miesiącu. Oto zakup niezbędny, gdyż skończyło mi się kilka farb. A bez farb to ani rusz.



Wytłaczarka, po którą jechałam zaraz po otwarciu Lidla, w ulewę na drugi koniec miasta, bo o 9 miałam już randkę z corsą (tak tak, prawko się robi). Pcham do niej co tylko się da i wytłaczam.



Efekt współpracy z nowymi farbkami. Pudełko, które upolowała mi koleżanka z pracy aż w Puławach. Nikomu nie oddam :) Myślałam, że wyszłam z wprawy w malowaniu pudełek, bo ani pomysłów nie było, ani nic nie wychodziło.





A tak scrapowo. Dwie kartki dla lipcowych jubilatek- nannali i anai. Wersja pomarańczowa poleciała do nannali. Rysunek produkcji własnej.



I coś z czego jestem naprawdę dumna. Kartka dla anai. Bardzo podoba mi się taki styl.



A to moja Frida. Przybłęda, której wystarczyła chwila, żeby wkupić się w nasze łaski. Przytulanka, która nie odstępuje mnie na krok. Imię dostała z racji zainteresowania zarówno farbkami, pędzlami jak i świeżo pomalowanymi przeze mnie doniczkami, które też niebawem pokażę. Zajmuje się głównie jedzeniem, spaniem, polowaniem na piłeczkę do ping ponga i omijaniem mojego psa szerokim łukiem, żeby móc się do mnie połasić (bo pies jest niesamowicie zazdrosny).



Pies śpi identycznie. Zapewniam.
Następnym razem postaram się mniej hurtowo. ;)

Komentuj (6)



piątek, 25.07.2008 :: 23:30

A dzisiaj będzie zdjęć aż do zanudzenia ;) Taki krótki urlopowy reportaż. Trasa tradycyjna, Lublin - Warszawa - Zambrów - Warszawa - Lublin. O ile trasę pociągiem do stolicy pokonaliśmy w normalnym czasie, to do Zambrowa autobusem, przez korki jechaliśmy ponad 4 godziny, czyli dwa razy dłużej. Korki to nic. Gorszy był pan, który wsiadł w Wyszkowie i wyciągnął pęto kiełbasy, konserwę i chleb, po czym to wszystko skonsumował, a myśmy mieli w mojej torebce (chociaż wilk powie, że w torbie, bo toto zmieściłoby w sobie ze dwie takie zwykłej wielkości) tylko herbatniki! Mama smsowo proponowała od niego odkupić część, ale się powstrzymałam. A jak pachniało...

Warszawska część wyprawy (w drodze z Centralnego na Zachodni PKS), czyli krótki pobyt po drugiej stronie Wisły. Już dawno obiecałam sobie spacer po warszawskiej starówce. I widok z XXX piętra Pałacu Kultury ;) I miałam.







Skuszona propozycją wilka dreptałam na Jerozolimskie na tramwaj przez Park Saski. Pozujące do zdjęć gołębie mnie zaskoczyły. Pogoda na szczęście dopisała.





Wyczekiwany przez cały rok Zambrów. Kwiatuszek z działki wilkowych dziadków. Kręciłam się z aparatem zamiast pomagać przy zbieraniu borówek ( bo mnie stresowało to, że w moim słoiku ich w ogóle nie przybywało ;] )



Zalew, najpiękniejszy widok wieczorem, ale za dużo kwiatu polskiej młodzieży w pobliżu. W dzień mnóstwo kaczek, przesiadywanie na molo i fontannie przy brzegu. Takie leniwe spędzanie czasu. Spacery, wyjście na basen. Bez ośmiu godzin w pracy.



I machanie wiosłami w kanadyjce. Wycieczka drogą rzeczną po Narwi. Wrażenia niesamowite, tym bardziej, że trafiliśmy na deszcz, ale widoki rekompensowały mi całe mokre ubranie. Czapla, małe łabędzie i żabki miniaturki (skakały po wodzie).





Dawne koszary wzdłuż ulicy przy wjeździe do miasta. Jedno z najbardziej charakterystycznych skojarzeń z Zambrowem. Tym bardziej dla kogoś kto tak lubi historię, że zachciało mu się jej jako drugiego kierunku i dopiął swego. Od października drugi indeks i więcej zajęć.



Komentuj (6)



piątek, 27.06.2008 :: 22:03

Jako, że ostatnio trzeba mieć duże szczęście, żeby mnie spotkać zarówno w domu jak i w internecie to tak troszkę hurtowo będzie.Bo ja teraz zawodowo zajmuję się ręcznym robieniem zaproszeń ślubnych., co mi bardzo odpowiada. Pomijając osiem godzin w pracy. Na pierwszy ogień idzie pudełeczko dla mojej babci na imieniny, malowane oczywiście akrylami. Jedna mi wybuchła tyłem i obryzgała mnie, więc teraz wyciśnięta przebywa na wygnaniu w słoiczku.


Troszkę nietypowo, bo wnętrze, ale chciałam się pochwalić, jak mi się udało ładnie dobrać kolory.



A teraz biedronka w sesji ogrodowej, oczywiście pomysł i wykonanie mojej siostry.



A teraz laleczka dla przyjaciółki. Wybierałam się do niej na noc, więc po południu wpadłam na pomysł, że jedna z przygotowanych laleczek będzie właśnie dla niej. Była zachwycona. Na razie zawisła na trąbie słonika na nadstawce na biurku, ale w planach jest gwoździk specjalnie dla niej.



Zbliżenie na twarz.



Laleczka bordowa w chwili obecnej bez właściciela. Sposób zamontowania koronki autorstwa wilka mojego.



Sesja ogrodowa:



Laleczka kawowa stworzona na zamówienie. Zobaczymy czy zamawiającej przypadnie do gustu. Najdłużej nad nią siedziałam, bo ciągle mi kolor nie pasował.



I sesja w różyczkach.



I największa stworzona dla mojej chrzestnej. Zielona żeby pasowała do jej kuchni. Podobno też się podobała. :)



I znowu ujęcie z ogrodu:



I mój mały pomocnik. On nie śpi. On czuwa!





Komentuj (9)



piątek, 06.06.2008 :: 13:29

Pierwsze moje zamówienie takie, za które dostanę coś więcej prócz uśmiechu. Bo uśmiech już dostałam, ale i pewne wynagrodzenie się szykuje. Miałam pozostawioną wolność wyboru koloru i wszystkiego innego, poza tym że na pudełku miał być domek.
Kartka dla siostry mojej ulubionej Ani:



Papier jak widać z kolekcji Far East, kwiatuszek Prima - czerwony, jeden z ulubionych. Bawię się w postarzanie brzegów tuszem, który udało mi się jakiś czas temu kupić w Kulturomaniaku. Sprawuje się całkiem dobrze.



I pudełko. Po raz pierwszy spróbowałam je postarzyć. Troszkę pomęczyłam się z papierem ściernym i nożykiem i efekt taki jak widać. W rzeczywistości niebo na pudełku trochę bardziej odróżnia się od niebieskiej całości.
Poza tym muszę podziękować wilkowi, że musiał słuchać mojego marudzenia przy tworzeniu. Bo chyba nikt ode mnie gorzej nie marudzi jak coś robi.








Komentuj (21)



niedziela, 01.06.2008 :: 16:21

Jako, że druga siostra mojego wilka miała urodziny, to powstał kolejny zestaw prezentowy. Na szczęście się bardzo podoba, więc mogę być z siebie zadowolona.

Kartka. Chyba nie potrafię robić bardziej skomplikowanych kartek i najlepiej wychodzą mi wlaśnie takie proste. I nie będę ukrywać, że uważam tą za jedną z moich najlepszych. Napis to efekt zabawy z moim nowym skarbem - białym pisakiem olejnym.





I pudełko. Tym razem nie dorysowywałam konturów i chyba jestem bardziej z niego zadowolona. Oczywiście potraktowane nową zabawką czyli satynowym lakierem.







Tym razem w tworzeniu laleczki pomagał wilk, wycinając laleczkę z tektury. Ja się zajęłam kończynami, włosami i oczywiście malowaniem i ozdabianiem. Sznurek ikeowy się skończył, zastąpiła go dratwa, z którą bardzo dobrze mi się pracuje.







Komentuj (7)



środa, 28.05.2008 :: 22:45

Dzisiaj panienkowo będzie. Panienki powstały pewnego wieczoru, kiedy prawdopodobnie robiłam wszystko, aby się tylko nie uczyć. Wykorzystałam moje akryle i satynowy lakier, na który wydałam ostatnie oszczędności. Ale sie opłacało.



Panienki wycięłam z tektury, włosy dokleiłam ze sznurka chętnie przeze mnie używanego, który został z pakowania zakupów z ikei przed prawie rokiem- nie pytajcie jak dokładnie obwiązałam nim swoje zakupy. Twarz, rączki i nóżki oklejone starymi kartkami od wilka mojego. Skrzydełka i korona ze zwykłego papieru.
Tak mnie wciągnęło malowanie, że na drugi dzień poszłam na zajęcia z grzywką wymazaną farbami :)
Poza tym jestem w trakcie kończenia malowania jednego pudełeczka - prezentowego i biorę się jak najszybciej za drugie - zarobkowe. I jeszcze dwie kartki do zrobienia, a dzień taki krótki.
Więc jutrzejszy dzień zaczynam od malowania. Tylko muszę się potem dokładnie obejrzeć, żeby nie pójść wymazana na zajęcia. Bo moja grupa nie jest jeszcze do tego przyzwyczajona, w przeciwieńtwie do klasy z liceum, której nie zaskoczyła kiedyś kreska od kredki (którą malowałam oczy) na mojej łydce.

Komentuj (11)



<< | >>



.magnolia

mam łaskotki we wszelkich możliwych miejscach, zbieram nakrętki od tymbarków i kolorowe cienkopisy, fascynują mnie tramwaje, noc i męskie swetry, lubię kolor zielony, zapach czekolady i skoszonej trawy, zwykle szaleję jak pleśń na sekrecie mnicha

[moje miejsca]
forum scrappassion
forum craftladies
akwarelki

[archiwum]
2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


[inspirują]
agnieszka-anna
aliszek
anai
asia wu
batory
bea
chwilka13
decomarta
eight
filka
finnabair
fryne
jaszmurka
kayla
k maja
la.li
lamarta
latarnia morska - flickr
latarnia morska
lavandula
lula
marsza
mia_mi
moniq75k
nowalinka
nulka
pasiakowa
qlkowa
rae
rossie
slovianka
tores
uhk
yoasia

[grupowe]
blog forumowy
craftownia
house of art
inspirują

[inspirują - zagranica]
corinne
inspirational
sabrina
scrap idees
severine
tibout
zanzib

[galerie]
pakamera
wylęgarnia


statystyka

Free Counters
Free Counter